This post is also available in: angielski

Jestem rocznik 80. Równo osiem zero.

Definicyjnie, Pokolenie X to w Polsce ludzie urodzeni między 1961, a 1985 rokiem. Według definicji amerykańskiej – pokolenie X kończy się właśnie w 1980 roku. I z tą terminologią bardziej się zgadzam. Niby dlaczego? Dlatego, że wrzucanie do jednego worka ludzi urodzonych na przestrzeni 25 lat jest bez sensu. Nikt z roczników sześdziesiątych nie doświadczył dzieciństwa w ośmiu bitach. Pierwszych telewizorów kolorowych, do których można było podłączyć Commodore 64 i zanurzyć się w kwadratowy świat Gianna Sisters. Pierwszych kocków LEGO z Pewexu. Pierwszych wersji Fifa na Amidze 500. Nawalania z kumplami po sieci, na lekcji informatyki w Scorchera albo Wormsy. Zarwanych nocy przy Command & Conquer na pierwszym komputerze z procesorem 486.

Dla mnie ta klasyfikacja porównania protoplastów dzisiejszej hipsterki i podkładów do dubstepu, do pokolenia, które z lubością oglądała Jacka i Agatkę, jest debilna…

W druga stronę tak samo. Ja, rocznik 80 różnię się od roczników nieco młodszych. Niekiedy nawet roczników młodszych o rok, dwa, o pięciu nie wspominając. Roczników Y, Millenialsów zanurzonych w popkulturę. Wyszydzanych Millenialsów, którzy nie pamiętają kartek na mięso i benzynę ani kolejek po parówki. “Leniuchów”, którzy z Wikipedii przepisują prace domowe, nie nawykli do korzystania z indeksów bibliotecznych i chcą kupę siana za pierwszą pracę. Stereotypem pojechałem oczywiście.

I żyję tak pomiędzy pokoleniami po trochu rozumiejąc i jednych i drugich. Wsłuchując się w teksty Kaczmarskiego i przytupując do Ratatata i Awolnation. Grając na gitarze szanty obciachowe dla szczyli i szerując foty na Instagramie.

I tak sobie rozumiem jednych i drugich, w razie potrzeby dostosowując się jak kameleon do sztywnego światka starszej kadry korporacyjnej jak i startupowców odkrywających nowe, nieznane lądy.

Przystanę, posłucham, pogadam, skomentuję, albo nic nie powiem. W zależności od tematu, kontekstu i sytuacji zawsze jakoś wybrnę.

Ma to swoje wady i zalety. Kosmopolityzm? Tak. Ale…zazwyczaj jednak ślizgam się po powierzchni ledwie liznąwszy temat. Próbuję usiąść i tu, i tam, ale tu mnie uwiera, a tam niewygodne oparcie. Mam ochotę z krzykiem wybiec ze wspomnień przy wódce i bezskutecznie szukam ciszy w bitach z syntezatora.

Nie jest łatwo być rocznikiem 80. Słownie osiem zero.

Ikona Pac Man zaprojektowana przez Paulo Volkova z The Noun Project

Comments are closed here.