Jak budować kulturę marketingu digital w organizacji

digital crane

digital craneKiedy dwanaście lat temu zaczynałem pracę w agencji reklamowej, coś takiego jak marketing digital jeszcze nie istniało. Marketing interaktywny sprowadzał się do zakupu kilku banerów w standardowych rozmiarach na portalach, o którym nie można było jeszcze wtedy powiedzieć, że były zasięgowe. Coś jednak kazało wierzyć zarówno agencjom jak i ich klientom, że opłaca się inwestować czas, pieniądze i niemały wysiłek w znalezienie dobrej jakości speca od Flasha, który sprawi, że baner ożyje.

Minęło kilkanaście lat, pojawiło się mnóstwo narzędzi digitalowych, których nikt nie przewidywał. Możliwości są wręcz nieograniczone. Mimo tego istnieje szereg organizacji, które do digitalu podchodzą nadal tak samo. Może portale, na których pojawiają się banery są nieco bardziej zasięgowe, ale filozofia pozostała ta sama.

Jakie są tego przyczyny? To, że firma od lat dobrze funkcjonuje na tym samym rynku, ludzka niechęć do zmian, niewiedza… – trudno dociec.

A przecież budowa marketingowej kultury organizacyjnej, gdzie digital odgrywa znaczącą lub główną rolę nie jest procesem skomplikowanym.
Wystarczy pamiętać tylko o trzech najważniejszych czynnikach:

Ludzie

community
Created by Roger Cline from Noun Project

Jeśli chodzi o aspekt ludzki, nie sposób pominąć roli kierownictwa firmy. Ba, bardzo często to kierownictwo stoi za obecnym stanem rzeczy, powodowane obawą przed zmianami. Dlatego w pierwszej kolejności należy zatroszczyć się o odpowiednie poparcie “z góry”, które najczęściej można pozyskać dzięki twardym danym finansowym pokazującym korzyści z zastosowania nowoczesnych narzędzi marketingowych.

Druga sprawa to budowa społeczności digitalowej. Może zdarzyć się tak, że w firmie już istnieją ludzie, którzy posiadają umiejętności digitalowe i będą stanowić trzon ekipy. Bardziej jednak prawdopodobny będzie scenariusz, gdzie przyda się ekspert zewnętrzny – czy to konsultant, czy też zatrudniony na stałe, w firmie. To do niego powinno należeć spinanie w całość całego procesu i ciągłe aktywizowanie ludzi, którzy są liderami aktywacji marketingowych.

Trzeci czynnik związany z ludźmi to ich umiejętności. Bo mimo szczerych chęci ludzi, którzy docelowo mają być odpowiedzialni za wdrożenie rozwiązań digitalowych w marketingu, mogą się oni odbić o mur niezrozumienia z powodu braku wiedzy. Dlatego warto zadbać o wypracowanie początkowego szkolenia, przynajmniej z wiedzy ogólnej tak aby wszyscy w firmie mówili tym samym, “digitalowym” językiem. Trzeba przy tym pamiętać o tym, że ludzie przychodzą i odchodzą z organizacji. Nie wystarczy więc jedno szkolenie, ale powinien to być raczej stały proces w określonych odstępach czasu.

 

Dzielenie się doświadczeniami

dzielenie się doświadczeniami Żadna społeczność, nawet ta, która zrzesza najlepszych ekspertów ze swoich dziedzin nie przetrwa, jeśli ludzie nie będą dzielić się doświadczeniami. A sytuacje, w których zespoły poszczególnych marek tak bardzo zajmują się swoimi własnymi projektami, że nie mają czasu na nic innego, są częste. Jak przeciwdziałać zatem takiej pracy w silosach?

Po pierwsze, wystarczy sprawić, żeby wszyscy od czasu do czasu spotkali się ze sobą i podzielili ostatnimi efektami swojej pracy. I nie chodzi tu o zwoływanie zbędnych spotkań, ale o to by społeczność wypracowała sobie regularny nawyk szczerej rozmowy. Takiej, w której podkreśla się zarówno super rzeczy, które się udały, ale również przerabia te projekty, które skończyły się kompletnym fiaskiem. Dlatego niekiedy warto ograniczyć w takich rozmowach, obecność osób z wyżej postawionych szczebli, by uniknąć niepotrzebnego lansu i malowania trawy na zielono.

Drugi sposób to, poza regularnymi spotkaniami, wypracowanie sposobu na codzienne dzielenie się doświadczeniami. W najprostszej formie może to być choćby newsletter z ostatnimi nowinkami. W bardziej rozbudowanej, wewnątrz firmowa baza akcji digital, do której można sięgnąć w każdym momencie, żeby sprawdzić czy dany mechanizm z przeszłości pomógł w osiągnięciu celów.  

 

Wspólne zasady

common rules
Created by Yazmin Alanis from Noun Project

Choć wszelkiego rodzaju zasady, ramy i procesy mogą wydawać się nudne z punktu widzenia naszych współpracowników, to są jednak konieczne jeśli nie chcemy, by w nowo powstającej strukturze digitalowej, nie doszło do chaosu. Każdy wszak postępuje tak jak uważa za słuszne, a ile osób, tyle opinii. Dlatego warto uregulować najważniejsze, z punktu widzenia firmy, zagadnienia. Część z nich będzie stricte techniczna np. sposób w jaki pozycjonowane są strony, albo jak kupować hosting dla stron www. Inne będą dotyczyć kwestii bardziej miękkich, czyli np. tego jak powinna wyglądać strategia tworzenia contentu. Takie zasady przydadzą się szczególnie wtedy, gdy organizacja ma do czynienia z więcej niż jednym produktem, który promuje.

 

To wszystko. Ludzie, dzielenie się doświadczeniami i wspólne zasady plus odrobina dobrych chęci, to wszystko czego trzeba do tego żeby stworzyć podstawy dobrze funkcjonującego marketingu digital. Mam świadomość, że powyższe rozważana są mocno uproszczone i czarno-białe, bo w praktyce najczęściej jest tak, że organizacje jakieś doświadczenia w marketingu digitalowym mają już za sobą. Warto jednak ustrukturyzować te przemyślenia po to, żeby nie stanąć w miejscu, ale “z żywymi naprzód iść” :)

Jeśli powyższy post okazał się zbyt długi do przeczytania (TLDR), koniecznie zerknij na przyjazną opowieść w formie prezentacji:

Czy zaleje nas fala gównianego contentu ?

Na początek kilka faktów na temat content marketingu.

9/10 marketerów deklaruje, że w 2016 roku stworzy (wyprodukuje) więcej contentu.

Jakże by inaczej. Do wszystkich dotarło, że istnieje coś takiego jak content marketing. I że jest to sposób na to jak kontekstowo pozyskać uwagę użytkownika czy konsumenta.

Co z pozostałą jedną dziesiątą? Albo to ludzie wykorzystujący efektywnie inne narzędzia niż content, albo powinni przeczytać post o budowaniu kultury digitalowej w organizacji

Marketing online w 2016 roku stanie się droższy

Paweł Tkaczyk celnie pisze o tym w swoim podsumowaniu trendów. Niby nic zaskakującego, ale jednak jeśli przyjrzymy się strategii dużych wydawców takich jak Google czy Facebook, to ilość contentu, który dociera do nas w sposób organiczny i nie wypromowany, jest radykalnie ograniczana. Szacuje się, że dla Facebooka w 2015 roku zasięg organiczny dla stron powyżej 50 tys. fanów to poniżej 10%. Dla stron powyżej miliona fanów to już zaledwie niecałe 3%.

Co to oznacza?

Praca nad jakością contentu jest trudna. Wymaga testów, przemyśleń i strategii. Wypromowanie tego co mamy tu i teraz jest o wiele prostsze. Zwłaszcza jeśli jest się marką powyżej miliona fanów i posiada zasobną kieszeń. Nawet jeśli to, co mamy jest słabej jakości.

Coraz trudniej pozyskać uwagę użytkownika

Rzecz oczywista i nie dotycząca tylko Digitalu. A ponieważ dzisiejszy konsument jest o wiele bardziej znieczulony i nastawiony na omijanie nudy, to serwuje się mu gówniany content.  Wystarczy wejść na pierwszy z brzegu portal horyzontalny żeby zobaczyć, że dominujące treści to takie, które kilka lat temu byłyby akceptowalne jedynie w brukowcach (które swoją drogą, może żeby się trochę usprawiedliwić, nazywamy z angielska “tabloidami”). Telewizja wtóruje tym praktykom do potęgi. Dlatego właśnie, unikam oglądania wiadomości.  

Luka umiejętności

Kto publikuje najwięcej contentu markowego? Duże marki będące własnością dużych organizacji. Duże organizacje mają działy marketingu. Te z kolei współpracują z agencjami, które zatrudniają content managerów albo lepiej – social media ninja.

Co w mniemaniu przeciętnego przedstawiciela pokolenia Z, które właśnie wchodzi na rynek pracy, trzeba umieć żeby zostać social media ninja? No… dobrze obczajać Facebooka, Snapchata, trochę czuć co jest cool… i może nie robić błędów ortograficznych żeby nie dawać pożywki hejterom.

Co naprawdę powienien umieć dobry social media ninja? Oprócz wyżej wymienionych, doskonałego warsztatu w pisaniu, trzeba mieć też podstawy orientacji biznesowej i wiedzieć w czym publikowana treść może pomóc marce. Znać markę, dla której pracuje, na wylot i czuć czy umieszczenie jej w danym kontekście w ogóle ma sens. Ocieramy się tu już o ważne sformułowanie strategia. Dobry content manager wart jest swojej wagi w złocie.

Tymczasem agencje stały się farmami contentu, które szukając oszczędności, zatrudniają często ludzi, którzy tych umiejętności jeszcze nie rozwinęli. Gdy dodamy do tego, nie zawsze dobrze skonfigurowaną komunikacyjnie, zdalną lokalizację otrzymamy liniowych pracowników, którzy nie są zainteresowani kontekstem i jakością contentu, ale ilościową realizacją powierzonych zadań. Co z tego mamy? Gówniany content!

Co to jest gówniany content?

Kilka przykładów:

  • obskurne albo drastyczne treści, żenujące pranki, podsycane flame-wary, itd., tworzone tylko po to żeby oszukać radar użytkownika,bad crap content
  • nic nie wnoszące do dyskusji posty blogowe służące lepszemu pozycjonowaniu w searchu,
  • lansowanie się w kanałach video i w podcastach na zasadzie “nie wiem, ale się wypowiem”,
  • kilka oczywistości upchnięte w formie eBooka albo rozbudowanych “raportów branżowych”,
  • plastikowe posty marek, oparte o, naprędce sfotoszopowane, zdjęcia stockowe, z produktem doklejonym na siłę i bez kontekstu.
  • …itd.

Myślę, że to, czy zaleje nas fala gównianego contentu, jest już przesądzone. Najgorsze jest to, że ten zły content w wielu przypadkach będzie przypominał dobry content. Zatroszczą się o to webdesignerzy, graficy i copywriterzy. A użytkownik raz utaplany w takim contencie, w przyszłości o wiele mniej będzie skłonny do jakiejkolwiek interakcji.

Co z tym zrobić?

Unieść się ponad falą!

  • Sformułować strategię contentową opartą o prawdziwe insighty marki,
  • Upewnić się, że pracujemy z ogarniętym content managerem i pielęgnować jego relację z nami i marką,
  • Wdrożyć dobre zasady organizacji tworzenia contentu,
  • Za każdym razem sprawdzać czy content jest użyteczny, atrakcyjny, aktualny i istotny dla marki. Przynajmniej dwa z trzech pierwszych, zawsze w połączeniu z tym ostatnim.

Komunikacja marki – podstawowa strategia w 15 minut

Komunikacja marki to temat, któremu poświęcono niejedną książkę i niejeden doktorat. W celu stworzenie tej czy innej strategii, opracowano niezliczone modele, macierze i wykresy. Super jeśli mamy środki na badania, analizy i możemy poświęcić cenny czas zespołu na określenie wszystkiego od początku do końca. Jednak nie każda marka i nie każdy marketer może sobie na to pozwolić. Co wtedy? Zacznijmy od podstaw!

Prawda jest taka, że niekiedy, zanim zaczniemy komunikować markę czy to w Social Media czy w jakimkolwiek innym kanale, w którym przebywają nasi konsumenci czy użytkownicy wzstarczy intuicyjnie odpowiedzieć na trzy podstawowe pytania. …na każde w 5 minut!

1. Dlaczego twoja marka w ogóle istnieje?

…nie chodzi oczywiście o to, że marka istnieje po to by przynosić zysk. To biznesowy cel każdej marki. Chodzi o jeden, najważniejszy cel i sposób myślenia marki, który przyświecał jej powstaniu.

Świetnie to ilustruje model Złotego Koła Marki.

Brand Golden Circle Model

WHAT – to nasz produkt – to na czym znajdzie się nasze logo :)

HOW – to w jaki sposób go wytwarzamy, jak powstaje.

WHY – dlaczego? No właśnie, dlaczego… i tu tkwi sedno, bo większość marketerów doskonale wie jak powstaje ich finalny produkt, natomiast nie zawsze wkłada serce w przekazanie dlaczego konsument ma wybrać właśnie ich markę na poziomie emocjonalnym. A to właśnie od WHY powinno rozpoczynać się myślenie o komunikacji.

 Na przykładzie marki Apple:

  • Wierzymy w nietypowe myślenie. Wierzymy, że wszystko co robimy powinno zmieniać status quo. (WHY)
  • Robimy świetny sprzęt; ergonomiczny, łatwy w użytkowaniu i dobrze zaprojektowany (HOW)
  • Przy okazji wychodzą nam z tego fajne komputery (WHAT)

Ten i więcej przykładów najlepiej odkryć oglądając krótkie wideo autora modelu Golden Brand Circle, Simon’a Sinek’a:

Zanim przejdziesz dalej – zastanów się przez 5 minut dlaczego twoja marka istnieje.

2. Jaki jest głos twojej marki?

Czy jest ciepły i spokojny? Czy może stanowczy i pouczający? Czy ma rozśmieszać albo inspirować? Czy ostrzegać? Jak chcielibyśmy aby nasza marka była odbierana przez naszych klientów?

Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, wyobraź sobie osobę. Aktora, bohatera konkretnego filmu, znanego celebrytę. Albo odwrotnie – kogoś z najbliższej ci rodziny – wyrozumiałego ojca, cierpliwego wujka, pozytywnie zakręconą kuzynkę. 

brand's tone of voice
http://www.freeimages.com/profile/bigevil600

A teraz wypisz pięć najważniejszych przymiotników określających głos który wybrałeś. …..Gotowe?

Niech osoba, którą obrałeś za wzorcowy głos marki, zawsze będzie punktem odniesienia i filtrem dla decyzji czy dana komunikacja marki może ujrzeć światło dzienne.

3. Jaki jest język wizualny twojej marki?

Konsumenci “jedzą” oczyma. Dlatego wszystko o czym jest marka powinno zostać przekazane odpowiednio dobranym obrazem. To ostatnie łatwo spieprzyć. Znasz fanpage “Grafik płakał jak projektował”? No właśnie.

Zanim podejdziesz do konkretnego projektu, odrób pracę domową i spróbuj stworzyć nastrój wizualny z obrazków znalezionych w Internecie albo wydartych z gazety. Określ też czym marka nie jest. Poniżej przykład z jednego z prowadzonych przeze mnie warsztatów.

Visual Brand Tone of Voice

Jeśli nie masz pod ręką obrazków czy zdjęć, użyj wyobraźni. Podziel kartkę na pół i po lewej wypisz rzeczy, obrazy i sytuacje, przez pryzmat których chcesz pokazywać swoją markę. Po prawej napisz o tych, których marka powinna się wystrzegać.

Na koniec

Często agencje reklamowe, inni wykonawcy albo my marketerzy, tworzymy rozwiązania, które wydają się nam fajne. Po prostu fajne. Albo ładne, albo śmieszne. Wszystkim się podobają, bo dlaczego miałby się nie spodobać film z puszystym kotkiem albo jajcarski mem? No to sru – na Facebooka. Fajnie? Fajnie! Rośnie zaangażowanie, ludzie komentują. Ale tylko przez chwilę…

Jeśli przyzwyczaimy konsumenta do komunikacji z kotami w roli głównej, nic dziwnego, że przestanie się interesować naszą marką gdy tylko będziemy chcieli opowiedzieć o czymś naprawdę dla nas ważnym. Dlatego właśnie warto poświęcić kwadrans na wypisanie trzech powyższych rzeczy i powieszenie ich sobie nad stanowiskiem pracy. Po to żeby w przypadku wątpliwości czy dany film, motyw graficzny czy inna reklama, wpisują się w język komunikacji naszej marki.

Dopiero gdy te rzeczy mamy gruntownie przemyślane, możemy przejść do następnego kroku, którym jest tworzenie contentu.

4 podstawowe zasady jak tworzyć content dla Social Media

W dzisiejszych, jakże dynamicznych czasach, prędzej czy później marka produktu, firmy czy usługi zechce zaistnieć w mediach społecznościowych. Powstanie profil na Facebooku, blog firmowy albo kanał na YouTube. Zanim jednak zaczniemy tworzyć, pisać czy nagrywać, warto przemyśleć czy mamy spójny, atrakcyjny i trzymający się kupy pomysł na to jak publikować content. Poniższe wskazówki nie podają rozwiązania na tacy. Jeśli jednak sumiennie je zastosujemy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to co zaserwujemy naszym użytkownikom, fanom czy konsumentom, będzie dla nich smaczne i angażujące.

1. Opowiadaj historie, a nie fakty

Archimedes content storyFakt: Archimedes jest autorem prawa wyporu.

Historia: Wchodząc do kąpieli, Archimedes poczuł, że pod wpływem ciężaru jego ciała woda w wannie unosi się i wypływa. Uświadomił sobie, że ilość wypływającej wody związana jest z objętością i ciężarem jego samego. Oszołomiony tym odkryciem wyskoczył z wanny z okrzykiem “Eureka” i nago pobiegł do króla.

Którą z powyższych wersji tej samej informacji zapamiętasz? Większość z nas to gawędziarze, którzy o 22% łatwiej zapamiętują historie niż fakty. Dlatego w komunikacji twojej marki ubierz jej przekaz w interesującą historię.

2. Mniej znaczy więcej

Czy wiesz już jak ma wyglądać twój kalendarz contentu? Czy przez 7 dni tygodnia ma być wypełniony obrandowanymi wideo, zdjęciami i tekstami? np. tak:

Overloaded content calendar

A teraz zastanów się ile treści jesteś w stanie sam przetworzyć siedząc w wolnym czasie w domowym zaciszu przy komputerze lub z tabletem… Czy może wolałbyś od marek, które lubisz, otrzymywać fajne, wartościowe i aktualne treści raz na kiedyś – np. w taki sposób:

Optimised content calendar

Jeśli nie wiesz kiedy najlepiej publikować content i twoi użytkownicy są najbardziej aktywni skorzystaj z Brand24.

3. Myśl przez pryzmat mobile

Marketing mobile appWraz z pierwszym iPhone’m, sposób konsumpcji mediów społecznościowych zmienił się raz na zawsze. Czas który spędzamy na przykład na Facebooku to najczęściej krótka chwila przerwy poza domem, w samochodzie, autobusie, w windzie…

W Polsce odsetek osób korzystających z Facebooka z urządzeń mobilnych to obecnie ponad 50%. Jeśli nie chcesz żeby ci umknęli, warto sprawdzić jak wygląda twój piękny key visual pomiędzy zdjęciem kumpla z wakacji albo ślubu koleżanki – bo właśnie tam trafi twój przekaz markowy. Staraj się zawrzeć na nim coś na tyle charakterystycznego aby podczas scrollowania treści był wart zatrzymania choć na dwie sekundy.

Tylko błagam, nie popadaj tylko w skrajności i nie twórz na Facebooku aplikacji konkursowych  ani innych, wymyślnych aplikacji mobilnych tylko po to żeby zakomunikować co twoja marka ma do powiedzenia.

4. Twórz formaty

Jak tworzyć content, który jest charakterystyczny i zapamiętywalny? Stwórz oprawę na tyle unikalną aby przy kolejnym kontakcie konsument skojarzył ją od razu z twoją marką.

Oprawą może być styl narracji, grafika, styl wypowiedzi… cokolwiek.

Funkcjonujemy w świecie formatów – talk-show Wojewódzkiego, żenujący żart prowadzącego w programie Familiada, czołówka wieczornych wiadomości – to tylko kilka przykładów.  

Jest ich również mnóstwo w mediach społecznościowych. Jednym z fajniejszych przykładów jest linia o wyobraźni stworzona przez LEGO:

Lego imagination content

Co w niej najfajniejsze? Lekkość, proste skojarzenia, kolory, a w samym środku zabawa produktem.

Powyższe porady to zasady podstawowe, które niejako z lotu ptaka mówią o tym jak tworzyć content dla Social Media. A teraz do dzieła! O tym jakie tematy poruszać i zawierać w postach czy artykułach, które będą promować twoją markę najlepiej wiesz ty sam!

Ikona Iphone zaprojektowana przez Cris Dobbins z Noun Project

Szum informacyjny czyli dlaczego nie oglądam wiadomości

Information noise - szum informacyjnyOd kilku ładnych lat unikam oglądania wiadomości. Przez unikanie mam na myśli nie oglądanie telewizyjnych serwisów informacyjnych, nie czytanie dużych, ogólnopolskich portali newsowych.

To nie tak, że unikam za wszelką cenę. Jeśli jadę samochodem i trafiam w radio akurat na serwis informacyjny nie przełączam. Zdarza mi się przeczytać taki czy inny artykuł. Moją namiastką ściśle wyselekcjonowanej dawki informacyjnej jest kilkanaście blogów zebranych w Feedly. I to mi w zupełności wystarcza.

Ale do rzeczy. Jeśli chodzi o informacje “ogólne”, związane z otaczającym mnie światem, wcale nie czuję żeby cokolwiek mnie omijało. A już na pewno nie czuję się z tego powodu w jakikolwiek sposób wykluczony, dotknięty FOMO (Fear of Missing Out) czy innym ciekawym, współczesnym paskudztwem…

Co mam z tego nieoglądania i unikania?

Same korzyści.

  • Jestem dzięki temu o wiele bardziej wyciszony i skoncentrowany na tym, o czym naprawdę chcę myśleć.
  • Nie czuję niepokoju sterowanego przekazem o kolejnym konflikcie, kryzysie, aferze politycznej i głupawych wypowiedziach polityków.
  • Ograniczam ilość negatywnych bodźców.

Symbioza

Dlaczego nie czuję się wykluczony i beztrosko pozwalam sobie na taką ignorancję? Bo żyję w naszym współczesnym społeczeństwie. Bo dzięki temu, że jestem jego częścią, wszelkie istotne dla mnie informacje i tak docierają do mnie przez ludzi, z którymi się spotykam. Znajduję się gdzieś w samym rogu pajęczyny informacyjnej. Nie dążę do środka. Przyjmuję przekazy już wcześniej przefiltrowane i wyselekcjonowane przez innych.

People passing information

Nie da się ukryć, że otacza nas szum informacyjny. Nasze mózgi codziennie bombardowane są nadmiarem przekazów utrudniającym wyodrębnienie informacji prawdziwych i istotnych.

Na szczęście, świat jest tak skonstruowany, że jeśli obcujemy z ludźmi, i tak w końcu spotkamy się z komunikatem, który się przyda.

Dlaczego więc nie skorzystać z uczciwej wymiany? Inni filtrują dla mnie informacje ogólne, a ja oddaję im swoją wąską, wyspecjalizowaną część.

Gorąco polecam dla zdrowotności taki model symbiozy.

Ikona Newspaper zaprojektowana przez Oriol Carbonell z the Noun Project

mobile

Aplikacja mobilna jako marketingowe narzędzie promocji marki – czy robisz to dobrze?

Marketingowa aplikacja mobilna

Zaobserwowałem ostatnio wśród marketerów, których znam zarówno zawodowo, jak i prywatnie, wysyp wszelkiej maści aplikacji mobilnych.

OK. Zawsze było tego dużo, ale ostatnio to już ponadprzeciętnie. Oczywiście aplikacja mobilna nie jest w dzisiejszych czasach niczym dziwnym, bo są aplikacje do wszystkiego, to akurat wykorzystanie tego konkretnego narzędzia w celach marketingowych to zupełnie inna sprawa.

“Zróbmy coś co wkręci ludzi! Aplikacja mobilna czy coś… żeby zdjęcia dodawali. Albo lepiej – grywalizacja, niech zbierają odznaki. I niech będzie rozszerzona rzeczywistość! Koniecznie niech będzie. Niech logo się kręci w 3D! Będą klikać, będą share’ować! Fajnie będzie!”

No właśnie. Efekt? Szereg aplikacji kompletnie nieużytecznych i nie nadających się do niczego. Choć z pozoru marketingowo wydawałoby się, że pomysł jest super. Dlatego, marketerze, zanim stworzysz marketingową aplikację mobilną odpowiedz na 5 pytań.

1. Jaki jest cel twojej akcji marketingowej?

Jeśli cel jest jest wizerunkowy np. zwiększenie świadomości marki, od razu daruj sobie wykorzystanie narzędzia jakim jest aplikacja mobilna i sprawdź inne dostępne narzędzia promocji. Jest niewiele firm, które robi to skutecznie i to bardziej na zasadzie efektu wirusowego niż aplikacji sensu stricte.

Co innego jeśli aplikacja mobilna ma służyć wykonaniu konkretnej akcji – np. lojalizacji klientów, wydawaniu kodów rabatowych – czyli w skrócie poprowadzeniu ich do zakupu produktu. Wtedy rozwiązanie może być właściwe.

A teraz spróbuj odwrócić myślenie. Czy twój cel to cel użytkownika? Bo efektywna aplikacja mobilna będzie przede wszystkim użyteczna dla użytkownika, czyli będzie zaspokajać jego konkretną potrzebę. Jeśli twoja marka aplikacją mobilną nie rozwiąże problemu konsumenta i choć trochę nie ułatwi mu życia, nie próbuj na siłę naciągać rzeczywistości.

2. Czy aplikacja mobilna jest narzędziem bezpośrednio związanym z twoim produktem lub usługą?

Czy jesteś bankiem albo sklepem internetowym, który ma już określoną bazę użytkowników, a aplikacja mobilna jest naturalnym przedłużeniem twojej usługi? Czy może marką napoju? Jeśli to drugie – wróć do pytania pierwszego.

3. Czy odpowiednio zaplanowałeś budżet na wypromowanie aplikacji?

Zapewne zatrudniasz agencję, która przygotowuje aplikację pod względem programistycznym i graficznym. W jej interesie leży to aby aplikacja była jak najdroższa. Prace trwają, dodajesz kolejne funkcje. Wreszcie aplikacja jest gotowa i zamieszczona w sklepie. Pełen sukces. Tylko dlaczego pies z kulawą nogą się nią nie zainteresował? Czy może dlatego, że stworzenie aplikacji skonsumowało cały budżet? Z góry zaplanuj przynajmniej kilka razy tyle środków na promocję aplikacji ile wydajesz na jej produkcję. To sytuacja analogiczna do aplikacji na Facebooku tak chętnie proponowanych klientom przez agencje.

4. Jak zmierzysz efektywność aplikacji moblinej jako narzędzia marketingowego?

Czy będzie to tylko i wyłącznie liczba pobrań i instalacji? Czy liczba aktywnych użytkowników? Czy liczba interakcji w ramach aplikacji? np. użytkownicy, którzy dokonali zakupu, przeszli określoną ścieżkę, wystarczająco długo zapoznali się z danym komunikatem. A może całkowity koszt przypadający na dotarcie do 1 użytkownika (suma budżetu na produkcję i wsparcie mediowe podzielone przez liczbę użytkowników)? – to najbardziej prawdziwy wskaźnik, który dla nieudanych aplikacji bywa miażdżący.

5. Czy nie lepiej wejść we współpracę z istniejącym już produktem mobilnym?

Jeśli już musisz zaistnieć w kanale mobile, sprawdź czy już nie istnieją aplikacje, które oferują swoim użytkownikom, a twoim konsumentom taką samą funkcjonalność jak planowałeś. Niektóre z nich są wprost stworzone do współpracy wizerunkowej lub sprzedażowej z markami, które mogą zaistnieć na telefonie użytkownika bez ponoszenia wszystkich wyżej wspomnianych kosztów całej machiny produkcyjnej. Przykład? – mobilna lista zakupów Listonic, w której może wypromować się praktycznie dowolna marka FMCG.  

Jeśli odpowiedziałeś szczerze na powyższe pytania to czy nadal jesteś przekonany, że aplikacja mobilna to najlepsze narzędzie do promocji twojej marki?

Fakt, szykuje się następny “rok mobile”, ale nie dajmy się zwariować.

Ikona Iphone zaprojektowana przez Cris Dobbins z Noun Project

Jak dobrze zacząć dzień – 7 sposobów na idealny poranek

Jak dobrze zacząć dzień?

Poranek jest zazwyczaj wyznacznikiem tego jaki będzie dzień. Niektórzy wolą rozpocząć dzień powoli i świadomie. Inni potrzebują solidnej dawki energii i wiadra kawy.

Poniżej kilka moich uniwersalnych przemyśleń na to w jak dobrze zacząć dzień:

1. Wstań pół godziny wcześniej

Pół godziny to w sam raz tyle, ile potrzeba żeby zapanować nad czasoprzestrzenią, stworzyć świat z chaosu, pozwolić sobie na chwilę oddechu i świadomego wejścia w dzień. Ten dodatkowy czas można wykorzystać na to żeby wykonać kilka ćwiczeń albo przebiec pięć kilometrów. Albo po prostu pogapić się za okno z kubkiem kawy w ręku. Albo zrealizować małą cząstkę jakiegoś swojego życiowego postanowienia albo marzenia.

Jeśli masz dzieci, już na pewno wiesz, że pół godziny to minimum.

2. Wyśpij się

Nic tak nie psuje poranka jak ciężka, napuchnięta od niewyspania głowa. Dorosły człowiek powinien spać przynajmniej 7-8 godzin. Wyjątki nieco mniej, jednak dla przeważającej części, niewyspanie oznacza od samego rana niechętny stosunek do rzeczywistości (w tym innych domowników) i osłabienie chęci do życia. Znacząco wpływa także na obniżenie zdolności intelektualnych. Natury nie da się oszukać, dlatego rozsądnie zaplanuj sobie swoją dawkę snu.

3. Zaplanuj podstawowe rzeczy, np. ubranie

Nie wszystko da się przewidzieć, ale pewne rzeczy robi się codziennie. Dla mnie największą stratą czasu od rana jest miotanie się między szafą, a żelazkiem w poszukiwaniu rzeczy, które mam na siebie włożyć. Dlatego przed pójściem spać dobrze jest przynajmniej przemyśleć co ubrać następnego dnia, a jeszcze lepiej odłożyć sobie wszystko w konkretne miejsce. Dzięki temu ta “ciężka” decyzja zostanie zautomatyzowana. Z wieczornych przygotowań zrób nawyk.

4. Unikaj elektroniki

Nie włączaj telewizora, nie sięgaj po tablet, zostaw w spokoju telefon… Świecące ekrany rozpraszają, przenoszą do innej przestrzeni i odrywają od świadomego przeżycia poranka. Wyjątkiem jest Kindle lub inny czytnik. Mile widziana jest książka albo tradycyjny magazyn czy gazeta. Jeśli już musisz coś oglądać, niech to będzie przynajmniej coś wartościowego i rozwojowego, na przykład któreś z wystąpień TED.

5. Wprowadź się we właściwy nastrój muzyką

Wolisz spokojnie wejść w dzień czy może potrzebujesz solidnej dawki energii? Odpowiednia muzyka zapewni jedno i drugie. Dobrze sprawdzają się playlisty Spotify przygotowane na obie okazje – w zależności od tego jak akurat mamy ochotę wystartować. Sprawdź moje:

Lista spokojna

Lista z pozytywną energią

6. Zjedz porządne śniadanie

W dobie modnych i wygodnych sieci kawowo-kanapkowych kultura jedzenia porządnego śniadania w domu trochę osłabła. Niemniej, śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, a jedzenie obok snu jest drugim elementem natury, której nie da się oszukać. Czas po wyjściu z domu lub początek pracy warto spędzić bardziej produktywnie niż myśląc o tym jak jest się głodnym. Śniadanie to też jedna z tych nielicznych, porannych chwil kiedy można pobyć z rodziną i nacieszyć się sobą.

7. Medytuj

Medytacja w dzisiejszych czasach niekoniecznie musi kojarzyć się z mnichami latającymi w pozycji kwiatu lotosu. Wystarczy usiąść i zamknąć oczy na 5-10 minut. Różne są też techniki medytacji. Najprostsza związana jest z koncentracją na własnym oddechu, ale nawet tego nie potrzeba. Krótka chwila, świadomie spędzona z zamkniętymi oczyma, pozwoli prześledzić przemykające myśli i wyciszyć się przed wyjściem “w świat”.

Jak widzicie, przynajmniej połowę z powyższych wskazówek na to jak dobrze zacząć dzień, można podsumować jednym sformułowaniem:

Dobry poranek zaczyna się wieczór wcześniej.

Ikona Sunrise zaprojektowana przez  Wayne Middleton z the Noun Project

 

Jak wymyślić dobre, łatwe i bezpieczne hasło?

Password iconNa co dzień korzystamy z wielu miejsc i serwisów, które wymagają od nas rejestracji i logowania. E-mail, Facebook, Twitter, Allegro, zakupy online… lista rośnie z każdym dniem. Rośnie też ilość szczegółów logowania do zapamiętania, a nie ma nic bardziej irytującego jak chęć szybkiego zalogowania się i zapamiętania sprawy podczas gdy serwis uparcie odmawia nam wejścia z powodu zapomnianego hasła.

Jak odciążyć głowę od zapamiętywania tej całej, niekończącej się listy? Jak wymyślić dobre, łatwe i bezpieczne hasło ?

Sposoby są dwa – bardziej i mniej zautomatyzowany.

1. Użyj jednej z usług w stylu “jedno hasło żeby rządzić wszystkimi” (one password to rule them all).

Dla mnie taką usługą jest LastPass, którego mam zainstalowanego jako wtyczkę do Chrome. LastPass nie tylko automatycznie zapamiętuje stronę oraz login i hasło jakich na niej użyliśmy. Pozwala też na automatyczne logowanie się jeśli tylko na danej stronie się pojawimy, jak również oferuje możliwość wygenerowania hasła i zapamiętania go w swoim “sejfie”.

Proste i wygodne rozwiązanie na zwykły komputer jak i urządzenia mobilne.

Co jeśli jednak jesteśmy gdzieś, gdzie nie mamy zainstalowanej usługi? Np. nie swoim komputerze… Mimo całego dobrodziejstwa rozwiązań automatycznych warto znać każde hasło do każdego ze swoich serwisów. Czy to wykonalne? Tak!

2. Stwórz swój własny, prosty system tworzenia haseł

Żeby hasło było bezpieczne powinno spełniać dwie podstawowe zasady.

Po pierwsze musi być odpowiednio długie i zawierać odpowiedni zestaw znaków – dużych i małych liter, cyfr i znaków specjalnych. Po drugie, musi być oczywiście inne w każdym serwisie.

  • zaczynamy od wymyślenia słowa lub kilku, które zawsze będziemy pamiętać, np. “listopadowa noc”,
  • teraz przekształcamy ten zestaw na coś trudniejszego, co będzie zawierać wszystkie potrzebne nam znaki np dodając wielkie litery, a część smogłosek zamieniając na znaki specjalne lub cyfry:L!st0pad0w4.N0c
  • żeby zróżnicować hasło dla każdego serwisu wystarczy na początku albo na końcu dodać fragment jego nazwy – np. 3 ostatnie znaki. Powiedzmy, że jest to Facebook, dla którego 3 ostatnie znaki to “ook”. Hasło w całości będzie wyglądało tak: ookL!st0pad0w4.N0c – taki zestaw wygląda już zupełnie kozacko i raczej nie do złamania,
  • dla Dropboxa będzie wyglądało tak: boxL!st0pad0w4.N0c, dla Gmaila tak: ailL!st0pad0w4.N0c itd.

Z początku wpisywanie takiego zestawu znaków będzie może trochę niewygodne, ale gdy wejdzie nam już w nawyk, gwarantuję satysfakcję z odciążenia głowy kolejnymi hasłami w kolejnych serwisach, o oszczędności czasu i bezpieczeństwie nie wspominając.

Ikona Password zaprojektowana przez Dan Hetteix z Noun Project

Jak pamiętać o wyłączeniu żelazka (i nie tylko)?

Jak często zdarza ci się wybiec w pośpiechu z domu, a potem przez całą drogę do pracy zastanawiać czy wyłączyłeś żelazko? Czy zamknąłeś okna? Czy wyłączyłeś gaz pod czajnikiem? Czy drzwi na pewno są zamknięte na klucz?Reminder

Mnie, jeszcze niedawno, najbardziej dręczyła myśl o nie zamkniętych drzwiach w momencie, gdy po całym dniu kładłem się do łóżka i gasiłem światło. Co prawda mieszkam na względnie bezpiecznym osiedlu, ale nie zawsze tak było i został mi nawyk zamykania drzwi na noc. Jakże wkurzające było wiercenie się pod kołdrą i wahanie czy wyjść z ciepłej pościeli i sprawdzić, czy aby na pewno wszystko jest jak trzeba!

Jak łatwo można zapamiętać czy żelazko rzeczywiście zostało wyłączone, a drzwi zamknięte?

Sprawić żeby coś, co robimy nieświadomie, stało się świadome. W pośpiechu nie zwracamy uwagi na to czy dana czynność została wykonana. Pamiętać będzie natomiast nasze ciało, nasz mózg. Żeby zabezpieczyć się na przyszłość, wystarczy poinformować na głos siebie samego (czy też swój mózg), że właśnie to robimy.

Ja codziennie podczas przekręcania zamka w drzwiach powtarzam sobie głośno: “Właśnie zamykam drzwi i będę o tym pamiętał kładąc się spać”. Tak samo robię podczas porannego, pośpiesznego prasowania – “Właśnie wyłączam żelazko. Żelazko jest wyłączone i mogę wyjść”. Głupie? Być może. Na pewno skuteczne. Spróbuj raz, a zaznasz spokojniejszego życia, przynajmniej w tym względzie.

Odwołanie się do nieświadomości to świetny sposób, który może zadziałać również w drugą stronę – na przykład gdy coś nam zginęło.

Ikona Reminder zaprojektowana przez Ryan Sun z Noun Project

Jak znaleźć zgubioną rzecz

Searching for the lost thingKiedy pobieraliśmy się z moją żoną, do mojego osobistego inwentarza doszedł nowy, magiczny przedmiot: obrączka. Przez całe, wcześniejsze kawalerskie życie jedyną “biżuterią” z jaką miałem do czynienia był wojskowy nieśmiertelnik (łańcuszek z dwoma blaszkami z wykutymi najważniejszymi informacjami) – fantazja męskich, nie zawsze bezpiecznych wyjazdów z kumplami. Dlatego też z początku unikałem obrączki jak ognia. Nienaturalnie ciążyła mi na niczym dotychczas nieskrępowanej dłoni. Po jakimś czasie, ku radości żony, przywykłem do noszenia obrączki i nawet trochę ją polubiłem. Wyrobiłem sobie nawyk zakładania jej przed wyjściem i zdejmowania po przyjściu do domu – niczym okrycie wierzchnie.

Aż wreszcie stało się. Podczas jednego z wyjazdów rodzinnych, obrączka zginęła. Oczywiście przewróciłem do góry nogami cały dom i otoczenie, ale śladu po niej nie było. Zrezygnowany wróciłem do Warszawy. Sytuacja trwała trzy miesiące, po których dojrzałem do decyzji zakupu nowej obrączki, która miała zastąpić tę starą. Wiadomo, że to nie to samo, ale lepszy rydz niż nic. Zadzwoniłem do tego samego salonu jubilerskiego i umówiłem temat.

Tego samego dnia, wychodząc z domu, potrąciłem ręką pustą torbę na laptopa stojącą przy drzwiach. Torba obróciła się i upadła w tak dziwny sposób, że ku mojemu zdziwieniu, na podłogę wypadła z brzękiem zaginiona obrączka. W tym momencie przypomniałem sobie moment sprzed trzech miesięcy w domu rodziców, kiedy to wkładałem ją do najgłębszej kieszonki w torbie. Po prostu nie chciałem żeby zginęła mi podczas zabawy z synem w piaskownicy.

Przypadek? Nie sądzę…

Co sprawiło, że torbę strąciłem dokładnie w tym momencie? Otóż podejmując decyzję o zakupie nowej obrączki, rozmawiałem w międzyczasie z kilkoma osobami użalając się nad swoim losem i wyrażając potrzebę odnalezienia zguby. W ten sposób osiągnąlem coś, co w psychologii określa się niekiedy odwołaniem do nieświadomości.

Nasz umysł ma wiele poziomów. Na poziomie racjonalnym zdarza się, że pewne rzeczy najzwyczajniej wylatują nam z głowy. Pozostają jednak w nieświadomości, w mózgu – pamięta je ciało. Odwołanie się do nieświadomości, nie jest dla ludzkości niczym nowym. Starożytne kultury i filozofie mają na to mnóstwo sposobów. Jeden z popularniejszych to na przykład modlitwy. W naszej, chrześcijańskiej kulturze istnieje na przykład modlitwa do Św. Antoniego – patrona rzeczy zagubionych.   

Co zatem zrobić żeby znaleźć coś, co się zgubiło?

Mówić, mamrotać do siebie. Można przy tym chodzić po domu głośno komentując gdzie się było i co się robiło. Przede wszystkim jednak poinformować na głos swoją nieświadomość, że mamy potrzebę znalezienia zguby. Można to zrobić bezpośrednio – mówiąc do siebie. Można przez pośredników – takich jak na przykład Św. Antoni.

Powodzenia!

A tak w ogóle odwołanie się do podświadomości to także super sposób na zapamiętywanie drobnych, ale baaaardzo przydatnych, codziennych rzeczy.

Ikona Magnifying Glass zaprojektowana przez Diego Naive z Noun Project